Auschwitz. Naziści i „ostateczne rozwiązanie”.
Nasza wiedza o Holokauście jest bardzo ogólnikowa i uproszczona. Czy niemieccy żołnierze wykonywali tylko rozkazy. Jak więc to możliwe, że w Oświęcimiu doszło do zagłady 2 milionów ludzi? Dlaczego przywódcy europejskich państw pozwolili na masowy wywóz do obozu swoich obywateli? Te i jeszcze wiele innych kwestii podejmuje właśnie ta książka. Laurence Rees – autor jest Brytyjczykiem, jego spojrzenie na pewne sprawy nie jest stronnicze. Rees stawia tezę, że Obóz Koncentracyjny w Auschwitz nie był tylko więzieniem, ale bardzo ważnym elementem całej struktury i organizacji nazistowskiej (wraz z wszelkimi formalnościami i korupcją), który miał ostatecznie rozwiązać sprawę żydowską.
Auschwitz miało skomplikowaną i zaskakującą historię, która na wiele sposobów odzwierciedlała zawiłości hitlerowskiej polityki rasowej i narodowościowej. Bynajmniej nie planowano tego obozu jako miejsca mordu Żydów, a ‘ostateczne’ rozwiązanie nie było również nigdy jedyną jego funkcją – choć z czasem stało się funkcją najważniejszą. W przestrzennym układzie obozu zachodziły ciągłe zmiany, często w odpowiedzi na zachodzące gdzie indziej zmiany w losach toczonej przez Niemcy wojny. Obóz Auschwitz, poprzez swoją morderczą dynamikę, był ucieleśnieniem fundamentalnych wartości hitlerowskiego państwa.
Rees pracuje dla BBC, ma doświadczenie w pisaniu i w przeprowadzaniu wywiadów. Do napisania tej książki przygotowywał się bardzo długo. Od kilkunastu lat zbierał wszelkie materiały, przeprowadził rozmowy zarówno z ofiarami jak i oprawcami. Wiele z osób z którymi rozmawia opowiada po raz pierwszy o swoich zbrodniach i zachowaniach.
Tovi zdawał sobie oczywiście doskonale sprawę, że sam, choć wbrew własnej woli bierze udział w uśmiercaniu ludzi. Zdawał sobie zresztą sprawę, że takie czynności, jak obcinanie włosów, sortowanie ubrań, wyciąganie bagaży z pociągów, sprzątanie obozu – wszystkie codzienne obowiązki związane z prowadzeniem obozu – są wykonywane przez Żydów. „Tak – mówi – myślałem o tym. Ale nikt nic nie robił. [Miałem] piętnaście lat i wokół siebie dorosłych ludzi i nikt nic nie zrobił. Ludzie w pewnych warunkach się zmieniają. „Ludzie pytali mnie: ‘Czego się nauczyłeś?’ – wspomina – a ja myślę, że tylko jednej rzeczy mogę być pewien – nikt nie zna siebie samego. Człowiek na ulicy, który zapytany o ulicę poprowadzi cię dłuższą chwilę, żeby ci wskazać drogę jest dobry i miły. Ten sam człowiek, w innej sytuacji, może okazać się najgorszym sadystą. Nikt nie zna siebie. Wszyscy możemy stać się dobrzy albo źli w tych [różnych] sytuacjach. Czasem, kiedy ktoś jest dla mnie bardzo miły, przyłapuję się na tym, że myślę: Jaki on byłby w obozie?”
Justyna



0 komentarzy